Profil podróżnika: Hanys w podróżach

Wszystkich wpisów: 137

Beskid Żywiecki klasycznie: Żabnica - Hala Rysianka - Ujsoły. Do tego Festiwal Danielka.

Pod koniec sierpnia ruszyłem w Beskid Żywiecki. W Ujsołach odbywał się Festiwal Danielka (przy chatce o tej samej nazwie) i zaczynał się w piątek. Ja jednak postanowiłem wybrać się dzień wcześniej, zwłaszcza, że na czwartek zapowiadano piękną pogodę, a w weekend miało wszystko rąbnąć...Żywiecki to jeden z moich ulubionych Beskidów. Po Śląskim to właśnie w nim stawiałem swoje pierwsze górskie kroki, jeszcze z rodzicami. I choć dużo się w nim zmieniło od tego czasu (zazwyczaj na minus) to zawsze chętnie tam wracam.Po roboczej nocce ledwo przytomny telepię się pociągami do Żywca. Robię zakupy i przesiadam się na busik do Żabnicy. Miejscowość ta do końca ży...

czytaj więcej na blogu

Z namiotem przez Spisz (4): Malá poľana - Osturňa - Łapszanka - Jurgów.

Poniedziałek rano, wieża widokowa na Malej poľanie. Namiot elegancko rozłożony obok wejścia na obiekt. Upał od wczesnych godzin, podobnie jak w poprzednie dni.Słońce pali tak niemiłosiernie, że Inez rezygnuje nawet z posiedzenia przy ognisku, zatem wędzę się sam 😏. To ostatni moment, aby usmażyć i zjeść kiełbasę zanim dostanie ona nóg i ucieknie w las 😛.Czas nas goni, więc szybko wbiegam na szczyt wieży, aby zrobić kilka ostatnich zdjęć. Pod Beskidami nadal widać mgły......natomiast Tatry niewzruszenie czekają na kolejny najazd turystów.Obok nas także pojawiają się pierwsi piechurzy i cisną w kierunku szczytu.Ścieżkę Koronami Drzew (Chodník korunami stromov) otwieraj...

czytaj więcej na blogu

Z namiotem przez Spisz (3): Kacwin - Veľká Franková - Malá poľana. Zachód i wschód.

Kacwin (słow. Kacvín, węg. Szentmindszent, niem. Katzwinkel) wywarł na mnie lepsze wrażenie niż Niedzica. W centrum sporo zabytkowej zabudowy i jakby więcej zieleni.Kierowca z autostopu podrzucił nas pod kościół, gdzie akurat trwała msza.Idziemy zatem zrobić zakupy, bo tutaj mimo niedzieli działa sklep. Następnie siadamy pod werandą drewnianego domku, który okazuje się lodziarnią. Po mszy wali do niej tłum ludzi wraz z grupą młodzieży pod opieką zakonnicy i zakonnika.Jestem świadkiem wiekopomnej sceny:Zakonnica, w grubych rajstopach na stopach, rzuca do swoich podopiecznych:- Każdy może sobie coś wybrać za 4,5 złotego - lustruje dokładnie listę produktów. - O, jest kawa mrożona z lodem kręconym!Zakonnik, bez...

czytaj więcej na blogu

Z namiotem przez Spisz (2): Dursztyn - Pieniny Spiskie - Niedzica.

Poranek na Grandeusie jest upalny. Słońce szybko wygania nas z namiotu, z którego zresztą mamy takie widoki:Znów najlepiej (choć przymglone) są Tatry Bielskie. Znajdujące się za nimi Jaworowy i Łomnicki częściowo zakrywają chmury. No i oczywiście można przyjrzeć się Rysom.Możliwość zobaczenia panoramy przyciąga pojedynczych turystów: jako pierwszy zjawia się rowerzysta, siada w cieniu, zjada coś małego i jedzie dalej, goniony przez psy. Potem przychodzi starszy Słowak z wysłużonym plecakiem i po krótkiej kontemplacji schodzi do Łapsz. Z oddali dochodzi beczenie owiec. Stado kręci się po okolicy i powoli zbliża do nas. A w tle ledwo widoczna Babia Góra.Psiska, które zaatakowały rowerzystę, ...

czytaj więcej na blogu

Z namiotem przez Spisz (1): na Grandeus. Na zachód i wschód słońca!

Spisz odwiedzałem wielokrotnie, przy czym niemal zawsze była to jego słowacka część. Polskiego Spiszu* prawie nie znam, a jego pasm górskich już wcale! W sierpniu nadarzyła się okazja, aby to zmienić, więc chętnie z niej skorzystałem. Autobusem docieramy do Bukowiny Tatrzańskiej. Na szczęście będziemy w niej tylko kilka minut, bo kawałek od przystanku znajduje się most nad Białką, stanowiącą granicę między Podhalem a Spiszem.Dziś wiele osób już o tym nie wie, ale Spisz aż do końca I wojny światowej stanowił część Królestwa Węgier. Jego historia biegła inaczej niż sąsiedniej Małopolski, był to region z nieco inną kulturą, architekturą, gwarą zupe...

czytaj więcej na blogu

Upalne Morawy (2): pałac Plumlov, cmentarz centralny w Ołomuńcu i zamek Sovinec.

Zakończenie upalnego weekendu na Morawach przyniosło zachmurzenie, ale powietrze nadal jest mocno rozgrzane.W drodze powrotnej na Śląsk zaplanowałem kilka przystanków. Pierwszy z nich ma miejsce niedaleko zbiornika Plumlovská přehrada, od którego zresztą wziął nazwę - w Plumlovie (Plumenau). Jego największa atrakcja to zamek-pałac. Najlepiej prezentuje się ze strony Podhradskeho rybníka.Kiedyś w jego miejscu stał średniowieczny zamek, kecz spłonął w XVI wieku, a ostatecznie rozebrano go na początku 19. stulecia.. W XVII wieku książęta z rodu Liechtensteinów postawili jedno nowe skrzydło z planowanych czterech (a i to nie zostało dokończone).Liechtensteinowie byli właścicielami rezydencji aż do okresu ...

czytaj więcej na blogu

Upalne Morawy (1): fort, park z wieżą i Pomniki Poległych.

Utrzymujące się od dłuższego czasu wysokie temperatury nie zachęcały do zwiedzania, w związku z tym wybierając się na Morawy nad wodę (o której pisałem w poprzednim wpisie) postanowiłem je ograniczyć do minimum. Minimum w moim wydaniu, a więc trochę tych miejsc do obejrzenia się pojawiło 😏.Pierwsza setka kilometrów przebiega przez doskonale znane mi okolice Jesioników, którymi przejeżdżałem wiele razy. Prawie z tego samego miejsca robiłem zdjęcie Třemešnej w grudniu, kiedy to skrywała się w mrozie pod warstwą śniegu.Zatrzymuję się przy serpentynach nad Šternberkiem (niem. Sternberg) skąd widać miasto w dole.Na fragmencie zamkniętej drogi ćwiczą dziś kursanci nau...

czytaj więcej na blogu

Dobre miejsce na przeżycie upałów? Plumlovská přehrada.

Już od dawna chciałem wyskoczyć do Republiki Czeskiej nad jakąś wodę, zwłaszcza, że upały nie sprzyjają bardziej intensywnej aktywności... Mało zwiedzania, a jedynie kąpiele, piwo, jedzenie, piwo, leżenie na trawie, piwo, relaks, piwo... 😏. Mój wybór padł na sztuczny zbiornik wodny Plumlov (vodní nádrž Plumlov, Plumlovská přehrada), położony w sercu Moraw.Z Górnego Śląska nie jest do niego daleko - od Ołomuńca dzieli go nieco ponad 20 kilometrów, od powiatowego Prostějova tylko kilka. Otoczenie zbiornika jest dobrze przygotowane na wizytę chętnych do ochłody turystów.W przeszłości w tym miejscu znajdowały się dwa stawy oraz wąska rzeczka Hloučela, która j...

czytaj więcej na blogu

Rudośląskie impresje...

Ruda Śląska położona jest blisko mojej rodzinnej miejscowości, ale trudno napisać, że dobrze ją znam. Wielokrotnie bywałem w jej granicach, jednak zawsze były to odwiedziny u znajomych, wizyty na imprezach i tym podobnych. Z turystycznego punktu widzenia to nadal w dużej mierze terra incognita.W ostatnią sobotę lipca w Rudzie organizowano wieczorne zawody biegowe, więc po rejestracji zgłoszenia skorzystałem z okazji i podskoczyłem na pobliski rynek. A właściwie plac pełniący taką funkcję, bo klasycznego rynku miasto nie posiada.Osobom niewtajemniczonym muszę wyjaśnić, że na dzisiejszą Rudę Śląską składa aż jedenaście dzielnic, które (w większości) w przeszłości stanowiły osobne j...

czytaj więcej na blogu

Beskid Niski (4): upalna Grzywacka Góra na pożegnanie.

Ostatni dzień w Beskidzie Niskim wita upalnym porankiem. Zaczęło się na ciepło, skończy się na ciepło.Śniadanie z własnych zapasów szykujemy w ogródku przed budynkiem schroniska w Myscowej.Pani opiekująca się PTSM-em zjawia się nawet przed umówionym czasem. Miło sobie dyskutujemy m.in. o problemach z wodą, które wynikają z powodu źle wykopanej studni. Podobno mają ją "poprawiać". Na pożegnanie zostawiamy jej pół słoika ogórków otrzymanych wczoraj w autostopie, a których nie zdołaliśmy rady zjeść 😉.Dzisiejsza trasa jest teoretycznie stosunkowo krótka, lecz nie możemy na nią przeznaczyć całego dnia. Na początek idziemy zobaczyć cmentarz. W dolnej czę...

czytaj więcej na blogu

Beskid Niski (3): autostop, autostop, do Myscowej ruszaj, hop!

Dzień trzeci miał być najbardziej męczący - według mapy czekało na nas 27 kilometrów, czyli zapewne w rzeczywistości około 30. Na samą myśl zaczęły boleć mnie plecy... W dodatku prognozy pogody na ten dzień nie były najlepsze.Śniadanie uskuteczniamy przy świeżo rozpalonym ognisku. Pakowanie i o godzinie 10-tej opuszczamy bazę namiotową w Radocynie.Najpierw musimy się trochę cofnąć na północ i przekroczyć Wisłokę mostem (ewentualnie brodem). Tu kiedyś znajdowała się wioska Długie (Довге). Po wojnie większość mieszkańców wyjechała na teren ZSRR (część dobrowolnie), a kilka rodzin w czasie akcji "Wisła" znalazło się na Warmi...

czytaj więcej na blogu

Beskid Niski (2): spod Magury Małastowskiej do Radocyny.

Poranek pod Magurą Małastowską jest słoneczny, ale na północy mocno kłębią się chmury. Reszta towarzystwa jeszcze śpi, kiedy wychodzę na dwór porobić kilka zdjęć.W schronisku od ponad roku trwa rozbudowa, której końca nie widać. Są jednak wyraźne postępy - w listopadzie do łazienki należało przejść dookoła budynku po kostki w błocie, a żeby skorzystać z prysznica trzeba było niemal położyć się na brudnych kafelkach, bo takie było ciśnienie wody. Po korytarzu hulał wiatr z niezabezpieczonego wejścia na taras. Obecnie sanitariaty są obok głównych drzwi i wszystko jest trochę bardziej ogarnięte.Na śniadanie tradycyjna jajecznica. Musimy nabrać sił...

czytaj więcej na blogu

Beskid Niski (1): z Szymbarku pod Magurę Małastowską. Asfaltem i cerkwiami.

Lipcowy wyjazd w Beskid Niski to już tradycja. Nie wyobrażam sobie lata bez tego wydarzenia 😏. W tym roku było trochę kombinowania odnośnie trasy, ale w końcu udało się ułożyć ciekawą marszrutę na 4 dni.Początek wypada w piątkowe wczesne popołudnie w Szymbarku. Z autobusu wysiadamy niedaleko Skansenu Wsi Pogórzańskiej.Podchodzę pod cmentarz parafialny, gdzie zlokalizowana jest jedna z zachodniogalicyjskich kwater wojennych - nosi numer 74. Nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym i jest dość zaniedbana.Inny zabytek to drewniany katolicki kościół św. Wojciecha. Ładne wnętrze, ale z zewnątrz drażniły mnie duże deski przybite do ścian i opisujące poszczególne części budynku: "zakry...

czytaj więcej na blogu

Komárom. Podzielone miasto z habsburską twierdzą.

Komárom to miejscowość, która miała pecha zetknąć się z wielką polityką: podobnie jak kilka innych miast europejskich zostało podzielone w poprzek przez obcych polityków. Nikt nie zwracał uwagę na kwestie historyczne, etniczne czy gospodarcze - jedyną wartością była niebieska kreska na mapie, czyli Dunaj.W efekcie od 1919 roku mamy Komarno - słowacką część północną oraz Komárom - węgierską część południową. Rdzeń miasta przypadł Słowakom, przy Węgrach pozostało dawne przedmieście Újszőny, do XIX wieku stanowiące osobną wieś.Zabudowa u Madziarów w dużej mierze składa się z bloków oraz nowych domów. Na zdj&...

czytaj więcej na blogu

Zakole Dunaju (Visegrád) i pałac w Gödöllo.

Zakolem Dunaju określany jest odcinek między Esztergomem a Szentendre. Czasem używana jest ten nazwa Łuk Dunaju - rzeka przestaje pełnić funkcje graniczne i oba brzegi należą do Węgier. Dunaj otaczają tutaj niewysokie góry i wzgórza, okolica jest bardzo malownicza. Na turystów czekają szlaki turystyczne, zabytki z czasów antycznych i średniowiecza, a także park narodowy.Na obu brzegach między wodą a lasami rozłożyły się liczne miejscowości. Chciałem przejechać najpierw jedną stroną, a potem wracać drugą, ale ostatecznie skończyło się tylko na prawym brzegu.Zatrzymujemy się w wiosce Dömös. Parking na niewielkim placu między pocztą a lodziarnią płatny 😮. Upał, atmosfe...

czytaj więcej na blogu

Esztergom i Štúrovo/Párkány - nierówne rodzeństwo.

Esztergom (po polsku Ostrzyhom, lecz wolę nazwę oryginalną) to jedno z najważniejszych węgierskich miast: pierwsza stolica kraju, miejsce koronacji królewskiej księcia Vajka, który przyjął imię Stefan i potem został ogłoszony świętym, wreszcie siedziba prymasa.Do tej naddunajskiej miejscowości zajrzeliśmy w sierpniu 2017 roku wracając z Bałkanów; wizyta była krótka z mocnym postanowieniem powrotu. Zatem pora na dokładniejsze zwiedzanie 😃.Najważniejszym obiektem jest oczywiście monumentalna bazylika św. Wojciecha (Adalberta). Widać ją prawie z każdego zakątka, a także z wielu miejsc w okolicy.Największy kościół Węgier (18. na świecie) to typowy przykład XIX-nego klasycyzmu. Z bliska t...

czytaj więcej na blogu

W kierunku Dunaju (ale bez samej rzeki): słowacko-węgierska prowincja.

Dunaj to moja ulubiona europejska rzeka! Ilekroć go widzę, to zawsze czuję taki przyjemny rodzaj ciepła, jak wtedy, gdy spotyka się dawno niewidzianego przyjaciela 😊. Pomysł na pierwszy dłuższy weekend letni związany był z tą rzeką, co było pokłosiem ubiegłorocznego wyjazdu na Bałkany - w drodze powrotnej zahaczyliśmy o kilka miejsc, które chcieliśmy zwiedzić dokładniej.W tym wpisie jednak samego Dunaju nie będzie, a jedynie droga do i wzdłuż niego 😏.Pogodę na koniec czerwca zapowiadano nieciekawą. Deszcze, niższa temperatura. No tak, zaczęło się lato.Na Śląsku leje jak z cebra. Po przekroczeniu granicy przestaje (to jakiś znak?), pojawiają się także pierwsze przejaśnienia.Pierw...

czytaj więcej na blogu

Góry Stołowe: Pasterka - Karłów - Sawanna - Kulin.

Niedzielny Stołowy poranek jest pochmurny. Dobrze, że nie wybrałem się na wschód słońca, bo chodził mi taki pomysł po głowie.Kolejka do śniadania w DW "Szczelinka" długa prawie jak za komuny po mięso. Jestem pełen podziwu, że jedyna osoba za barem nie pomyliła zamówień, choć na swoje czekałem wyjątkowo długo...Proponowano mi częściową podwózkę, ale postanowiłem całą założoną na dziś trasę przebyć piechotą 😊. W nagrodę po wyjściu wita mnie słońce, więc pierwsze kroki kieruję do kościoła św. Jana Chrzciciela. Liczyłem, że uda mi się zobaczyć wnętrze, ale akurat trwało niezapowiedziane nabożeństwo.Wrzucam z...

czytaj więcej na blogu

Broumovské stěny: Hvězda - Slavný - Machov - Pasterka.

Głównym daniem czerwcowego wypadu w Góry Stołowe są Broumovské stěny (niem. Falkengebirge, a także Braunauer Wände, Sterngebirge). Wybrałem ich środkowy odcinek od chaty Hvězda do rozdroża nad wsią Slavný. W tym drugim miejscu kończyłem półtora roku temu wędrówkę z Pasterki, natomiast szlaki za Hvězdą są mniej atrakcyjne niż wcześniejsze, a także trudniejsze do ogarnięcia dla kogoś bez samochodu.W weekendy kursuje autobus z Machovskej Lhoty aż na parking pod chatę - idealny dla turystów! Siedząc w nim poczułem wstyd, bowiem wszyscy pozostali pasażerowie to mocno zaawansowani wiekowo emeryci oraz matka dzieckiem. A między nimi ja - zdrowy i sprawny, wożę tyłek zamiast połyk...

czytaj więcej na blogu

Góry Stołowe: Kudowa-Zdrój - Machov - Pasterka - Machov.

Po półtora roku postanowiłem wrócić w Góry Stołowe, w których zostało mi jeszcze "trochę" szlaków do przejścia, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie.W piątkowe południe docieram do Kudowej-Zdroju (Bad Kudowa, czes. Lázně Chudoba). Bez zwłoki ruszam w kierunku centrum, gdzie uskuteczniam zakupy. Główną ulicą maszeruję raźno na Park Zdrojowy, gdy nagle powietrze przeszywa przeraźliwe wycie syreny! Larmo jest tak duże, że ludzie kurczą się i zatykają uszy. Nalot, zamach, kryzys?? Pewnie ćwiczenia, bo po kilku minutach milknie, ale długo jeszcze słychać je w uszach...Dzielnica parkowa Kudowy może cieszyć oko, widać, że o nią dbają.Ciekawe co jest tym zagrożeniem? Mo&#...

czytaj więcej na blogu

Industriada 2018 w Gliwicach

Industriada to cykliczna, coroczna impreza odbywająca się w województwie śląskim od 2010. Jej celem jest promocja kultury i architektury industrialnej. Większość wydarzeń odbywa się przy obiektach położonych na Szlaku Zabytków Techniki, na którym znajdują się 42 pozycje (głównie z górnośląskiej części województwa, ale także z małopolskiej).Generalnie to świetna sprawa, a festiwal jest największym tego typu w Europie Środkowo-Wschodniej. Tematem przewodnim w tym roku było Industria jest kobietą.Z bogatego programu postanowiłem skupić się na Gliwicach, w którym można było odwiedzić aż 4 miejsca.Zacząłem w upalne południe od dawnej kopalni "Gliwice" (Gliwitzer Grube...

czytaj więcej na blogu

Polesie Wołyńskie (5): Dubienka i na deser Hrubieszów.

Jak po nocy przychodzi dzień, tak po wieczornych opadach nie ma śladu i środowy poranek na Polesiu Wołyńskim jest wyjątkowo upalny. Mimo, że jesteśmy w większości otoczeni drzewami, to temperatura bardzo szybko rośnie w górę.Dziś wracam już do domu 😞. Niestety, w tym roku mój wyjazd na wschód musi być krótszy. Ale lepszy taki, niż żaden.Moje ostatnie ognisko, ostatnie pakowanie. Idziemy w kierunku drogi wojewódzkiej, mijając znak zakazu wjazdu, który ewidentnie nie pochodzi z Polski. Może z Czech?Pomimo upału latające robactwo nie próżnuje, trzeba wręcz okładać się gałęziami, aby je odpędzić. Poranne wyjście z namiotu w bieliźnie Andrzej skomentował okrzykiem:- Co robis...

czytaj więcej na blogu

Polesie Wołyńskie (4): z Husynnego do Uchańki.

Husynne (Хусынне) - niewielka wieś nad Bugiem. Kiedyś posiadała cerkiew, dwór i duży folwark. Obecnie to senna miejscowość z osiedlem niskich bloków, będących pamiątką po PGR-ze.Idąc od strony głównej drogi widzimy na skraju lasu kaplicę grobową Rulikowskich (dawnych właścicieli majątku) z XIX wieku, która po wojnie służyła przez pewien czas jako kościół katolicki.Niezłej jakości asfaltem kierujemy się do "centrum", mijając zabudowania gospodarcze, które pierwotnie zapewne leżały na terenie folwarku, a potem "zaopiekowało" się nimi państwo. Niezły tam rozpiździel.Na balkonach bloków suszy się pranie, atmosfera leniwego poł...

czytaj więcej na blogu

Polesie Wołyńskie (3): Dorohusk, Turka i nagusy nad zalewem.

Kolejny nocleg w poleskim plenerze jest bardzo podobny do wcześniejszego: rano budzi nas wysoka temperatura i słońce przebijające się przez zagajnik, a na zewnątrz czają się małe zwierzątka żądne krwi! W takich warunkach rozpalenie ogniska to konieczność.Na nodze odkrywam spory bąbel wypełniony płynem; wieczorem na pewno go jeszcze nie było. Ponieważ zdaje się powiększać, więc decyduję się na przekłucie. Prawdopodobnie było to oparzenie od jakiejś rośliny, a nie pogryzienie, czego nie można powiedzieć o dziesiątkach innych śladów. Na Kresach przeważnie musimy walczyć z robactwem, ale ten rok pobił wszystkie pozostałe razem wzięte!Pora na śniadanie......i domową czarnogórską...

czytaj więcej na blogu

123456starsze