Profil podróżnika: Life Good Morning

Wszystkich wpisów: 65

O tym , że życie to nie sernik, o moich urodzinach i o 3 wyjątkowych miejscach w internecie.

Urodziny w moim wieku to taki dzień w roku, w który trzeba dużo pić, aby nie pamiętać. Chyba, że jesteście równie uprzywilejowani co ja i nie ma znaczenia czy pijecie, ponieważ i tak niczego nie pamiętacie. Mogłoby się wydawać, że ta niedomoga ratuje sytuację, chłodzi to piekło, skleja co pękło, że nie ma problemu, a jednak nie do końca. Ponieważ urodziny to nie tylko urodziny. To także, a może przede wszystkim coś w rodzaju dnia "drzwi otwartych" dla moich najgłębiej pochowanych wewnętrznych potworów, które spały od ostatniej urodzinowej imprezy, a teraz znowu wyszły z szafy, aby mi wyłożyć wszystko, ale to wszystko co mi się w życiu nie udało. I to niestety działa. A przynajmniej d...

czytaj więcej na blogu

Praga od innej strony - NATURAlnie.

Chcielibyście się ukryć przed światem, nie opuszczając  przy tym cywilizacji? Lubicie miejskie wygody, ale też obcowanie z naturą i daleko Wam do kompromisów w tym względzie? Nie wiecie jak pojednać serce mieszczucha z duszą amatora przyrody? Jeśli marzycie o rezerwatach, skałach, urwiskach, łąkach, lasach i potokach do pary z miastem, które nigdy nie śpi, ale nic nie przychodzi Wam do głowy to znaczy, że mogę coś dla Was zrobić, bo jeszcze nie zdajecie sobie sprawy, ale chodzi Wam o czeską Pragę😉 Praga to mój osobisty Paryż. Ten, który miałam w wyobraźni i w który wierzyłam, zanim czołowo zderzyłam się z jego realnym obrazem. Paryż mnie przeżuł i wypluł, Praga oc...

czytaj więcej na blogu

Najdalsze podróże to te do siebie i do drugiego człowieka.

Jak bardzo to co nas spotyka nie wydawałoby się bez sensu, o tym że takie nie jest dowiadujemy się dopiero po czasie. Z tego samego powodu staram się profilaktycznie robić krok wstecz, poszerzać perspektywę i łapać ostrość. Jesteśmy wypadkową spotkań, jakich doświadczamy na drodze życia. Można objechać cały świat, a i tak najdalsze podróże to te do siebie i do drugiego człowieka.Miał na imię Lucjan, 2x tyle lat co ja i spojrzenie kogoś, kto ma przed sobą wszystko. Miał też uśmiech, który zwiastował przygodę i przepis na szczęście rozpisany na 3 stronach A4, które nosił w kieszeni, a w nim takie zdanie "Szczęście jest jak podróż, a nie jak cel". Zaczęło się na...

czytaj więcej na blogu

Do Nowej Zelandii - po siebie w kilka miejsc.

Coś ewidentnie poszło nie tak, od kiedy życia szukamy w telewizorach, ludzi w komputerach, a szczęścia wcale nie znajdujemy. Masa pytań, zero odpowiedzi, choć mamy je cały czas pod nosem, na odległość, jaką pokonuje impuls od serca do głowy. Rozciągnięte pomiędzy górami i jeziorami, ziemią i niebem, pomiędzy uśmiechem, a życzliwym gestem. Nie wystarczy się gapić, trzeba zobaczyć, ale łatwo się wymądrzać, kiedy stoi się na szczycie piramidy marzeń, mając u stóp Krainę Kiwi, zamiast ciskać się w jakimś "smutnym, jak pi... mieście", gdzie serdeczności można się spodziewać najprędzej od automatycznej sekretarki z infolinii dla podatników.Jest cała plejada dni, w kt&oacu...

czytaj więcej na blogu

Do widzenia 2018 roku - niech Cię cholera.

Dzień dobry. Żartowałam. I mam złą wiadomość - w tym roku już lepiej nie będzie. Szczerze nienawidzę końcówki roku, więc głosowałam, aby po Świętach Bożego Narodzenia od razu wypadał 1 maja, ale nikt nie słuchał. Życie to śmiercionośny żart, na tyle wysublimowany, że nie zawsze go rozumiem. Do widzenia roku 2018 i niech Cię cholera. Kanapek na drogę nie dostaniesz.Co roku na zgrupowaniu mieszkańców planety część uczestników otrzymuje w przydziale 12 miesięcy do rozdysponowania. Za nic, za żywota. Kryteria nie są znane, a podział sprawiedliwy, to prędzej loteria, niż misterny plan. Jedni rozpoczną rok, ale nie doczekają końca, inni nawet nie zaczną, reszta szcz&...

czytaj więcej na blogu

Nowa Zelandia bez samochodu - co, gdzie, za ile?

Jesień po raz pierwszy w tym roku zastała mnie w Nowej Zelandii. Stałam właśnie na lotnisku w Christchurch zastanawiając się jedynie po co mi to było. Sama ze sobą na końcu świata, bez żadnego konkretnego pomysłu na jutro za to w środku ulewnego deszczu, który już chwilę później spływał po mnie odkrywając warstwa po warstwie to co mam pod spodem, jakby obierał bezbronnego karczocha. Z upalnej Australii wleciałam prosto w listopad i nic to, że mieliśmy marzec. Zawsze uważałam, że to znakomita pora roku i właśnie nadarzył się doskonały dzień, abym zmieniła zdanie. Jeżeli przez 1,5 godziny mokniecie gubiąc się bez celu po ulicach obcego miasta, targając na plecach dużo za dużo, a ...

czytaj więcej na blogu

Roys Peak ( Nowa Zelandia) - niech to szlak.

Zaciągam się głęboko odurzającym zmęczeniem. Po kilku godzinach drogi w tym 3/4 pionowo w górę nareszcie jestem na Roys Peak, gdzieś na granicy błogostanu i odwodnienia. To zaledwie 1 578 m n.p.m., ale wystarczy, aby oderwać się od wszystkiego, co ściąga mnie w dół. W głowie kotłuje mi się od nadmiaru wrażeń, chłonę najokazalszy koniec świata, jaki widziałam z panoramą na jezioro Wanaka, Park Narodowy Mount Aspiring i okoliczne szczyty i zaczynam się poważnie martwić, że po Nowej Zelandii nic lepszego już mnie w życiu nie spotka.W moim życiorysie potrafię wymienić tylko dwie środy. Pierwsza to dzień moich urodzin, druga to 28 marca 2018 roku, czyli właśnie t...

czytaj więcej na blogu

Wgryź się w Porto - miejsca na udany lunch.

Podobno nie ma uniwersalnego przepisu na szczęście. Chyba, że mówimy o lunchu w Porto.Rzadko cieszą mnie powroty, jeśli nie mają ustalonego terminu ważności. Podróż, która do tej pory wyznaczała stały rytm zamienia się w stagnację, a ja czuję ją nisko pod sercem i wysoko w głowie również. Staram się przywyknąć do przemijania, ale nie lubię końców. Końców życia, podróży i drogi, która radowała, no chyba, że życie staje się tak podłe, że za najjaśniejszy punkt robi jego kres. Powrót z Australii do Polski jawił się jako nieubłagana konieczność, więc lubiłam odwlekać tę myśl. Zamknięcie pewnego etapu oznacza pocz&...

czytaj więcej na blogu

Nowa Zelandia - marzenia nie mają ceny, nie licząc ceny serka wiejskiego.

Otwierałam właśnie kolejne opakowanie serka wiejskiego zastanawiając się ile takich serków jestem w stanie zjeść, aby móc przebywać tam, gdzie zawsze pragnęłam. To już któryś z kolei dzień, kiedy za śniadanie i kolację robiła mi nieprzyjazna laktoza w plastikowym pojemniczku. W jednej lub w 2 sztukach, zależy jak bardzo nakarmiłam się widokiem dnia. Ostatni czas skutecznie udowodnił mi, że umiem żywić się energią z kosmosu, a przynajmniej tą z najbliższego otoczenia. Jak się nie śmierdzi groszem to warto być gdzieś, gdzie nadmiar wrażeń stłumi głód i pozwoli zapomnieć, że człowiek potrzebuje do życia czegoś więcej, niż chwytających za serce okoliczn...

czytaj więcej na blogu

Urodziny w Australii, czyli najpierw życie, potem reszta.

To był jeden z tych majowych dni, w który miałam się znowu urodzić. Zamierzałam ukryć się sama przed sobą, a zamiast tego dopiero co wróciłam z restauracji, gdzie jeszcze kilka chwil temu chłonęłam atmosferę urodzinowej kolacji na 33 piętrze wieżowca z oszałamiającą panoramą na opatulone nocą Perth. W kraju, którego bałam się nigdy nie zobaczyć i który całkiem niedawno nadal leżał najbliżej niemożliwego. Musiałam przygryzać wargi, aby nie wykrzyczeć entuzjazmu pierwszemu napotkanemu człowiekowi. Zazwyczaj moje życie dzieje się na dole piramidy dobrobytu, dzisiaj siedziałam tak wysoko, że czubkiem głowy dotykałam nieba, trzymając czyjąś dłoń w swojej...

czytaj więcej na blogu

Miejsca w Australii Zachodniej bez których mógłbyś żyć, ale obyś nie musiał.

Jeżeli Australia jest około 25 razy większa od Polski, a Australia Zachodnia to największy stan zajmujący prawie 1/3 kraju to łatwo wydedukować, że przyda się umiejętność rozciągania czasoprzestrzeni, bo ze standardowymi 2 tygodniami urlopu wiele tutaj nie zwojujemy. Sama jestem najlepszym dowodem na to, że jak się bardzo postaramy to i na 3 miesięcznej wizie nie zdziałamy dużo więcej, ale nie wiem czy z tą sprawnością to się nie trzeba przypadkiem urodzić. O ile można tu czymś szastać to tylko cierpliwością, kompromisem i wiarą, że pożyje się wystarczająco, aby dotrzeć chociaż w maleńki wycinek miejsc pomiędzy którymi odległości są na tyle rozległe, że jeżeli...

czytaj więcej na blogu

Miejsca w Australii Zachodniej bez których mógłbyś żyć, ale obyś nie musiał.

Jeżeli Australia jest około 25 razy większa od Polski, a Australia Zachodnia to największy stan zajmujący prawie 1/3 kraju to łatwo wydedukować, że przyda się umiejętność rozciągania czasoprzestrzeni, bo ze standardowymi 2 tygodniami urlopu wiele tutaj nie zwojujemy. Sama jestem najlepszym dowodem na to, że jak się bardzo postaramy to i na 3 miesięcznej wizie nie zdziałamy dużo więcej, ale nie wiem czy z tą sprawnością to się nie trzeba przypadkiem urodzić. O ile można tu czymś szastać to tylko cierpliwością, kompromisem i wiarą, że pożyje się wystarczająco, aby dotrzeć chociaż w maleńki wycinek miejsc pomiędzy którymi odległości są na tyle rozległe, że jeżeli...

czytaj więcej na blogu

Rok wdzięczności - było, minęło, trwa, a pamiętałeś podziękować?

To miał być tradycyjny post podsumowujący i zamykający Stary Rok. Miał być, ponieważ tak dobrze jest mieć co wspominać, taplać się w jaśniejszej stronie życia, kiedy za oknem szaro i ponuro, nie oceniać własnych dokonań, ale je doceniać i grzać zmarznięte dłonie składając siebie z urywków tych łapczywie chwytanych momentów. Mógł to być dokładnie taki tekst, miałabym o czym pisać, do czego wracać, ale prawda jest taka, że mamy już luty, dokładnie tłusty czwartek i 2 miesiące od kiedy jestem na wygnaniu na końcu bożego świata, a wraz ze mną środek lata, słońce i palmy. Od tego czasu kołyszemy się wzajemnie gratulując sobie każdego poranka i tak pop...

czytaj więcej na blogu

Rok wdzięczności - było, minęło, trwa, a pamiętałeś podziękować?

To miał być tradycyjny post podsumowujący i zamykający Stary Rok. Miał być, ponieważ tak dobrze jest mieć co wspominać, taplać się w jaśniejszej stronie życia, kiedy za oknem szaro i ponuro, nie oceniać własnych dokonań, ale je doceniać i grzać zmarznięte dłonie składając siebie z urywków tych łapczywie chwytanych momentów. Mógł to być dokładnie taki tekst, miałabym o czym pisać, do czego wracać, ale prawda jest taka, że mamy już luty, dokładnie tłusty czwartek i 2 miesiące od kiedy jestem na wygnaniu na końcu bożego świata, a wraz ze mną środek lata, słońce i palmy. Od tego czasu kołyszemy się wzajemnie gratulując sobie każdego poranka i tak pop...

czytaj więcej na blogu

Zachodnia Australia samochodem - jak spędzić święta w aucie i przeżyć?

Sunęliśmy jedną z tych typowo australijskich pomarańczowych dróg prosto w stronę zachodzącego słońca lawirując pomiędzy rozhulanymi marzeniami, a wpadającymi pod koła kangurami, przypominającymi ruchomy tor przeszkód. Dłonie miałam spocone od zaciskania ich na korpusie aparatu, spust migawki negocjował warunki przedterminowego zwolnienia, a ja walczyłam, aby nie zamknąć powiek i nie przegapić widoku rodem z gry wideo, bo jakoś czułam, że od wyjazdu z domu cały czas wygrywam. W Polsce nastała Wigilia Bożego Narodzenia. W Australii święta przychodzą dzień po naszych, więc kiedy Polacy wypatrują pierwszej gwiazdki to Australijczycy żywią jeszcze ostatki nadziei, że może jednak częś...

czytaj więcej na blogu

Zachodnia Australia samochodem - jak spędzić święta w aucie i przeżyć?

Sunęliśmy jedną z tych typowo australijskich pomarańczowych dróg prosto w stronę zachodzącego słońca lawirując pomiędzy rozhulanymi marzeniami, a wpadającymi pod koła kangurami, przypominającymi ruchomy tor przeszkód. Dłonie miałam spocone od zaciskania ich na korpusie aparatu, spust migawki negocjował warunki przedterminowego zwolnienia, a ja walczyłam, aby nie zamknąć powiek i nie przegapić widoku rodem z gry wideo, bo jakoś czułam, że od wyjazdu z domu cały czas wygrywam. W Polsce nastała Wigilia Bożego Narodzenia. W Australii święta przychodzą dzień po naszych, więc kiedy Polacy wypatrują pierwszej gwiazdki to Australijczycy żywią jeszcze ostatki nadziei, że może jednak częś...

czytaj więcej na blogu

Australia i o tym, że życie układa się samo.

Pakowałam plecak w przyspieszonym tempie z niepokojem wypatrując w kalendarzu daty wyjazdu do Australii, którego nikt nie nazwałby ucieczką od własnego życia i nie musiałabym słuchać niewygodnych pytań o dorosłość, tak jakby łapanie szczęścia było wyjątkowo niedojrzałe. W byciu typową dorosłą mam zaległości, ale nie widzę nic niestosownego w zażywaniu doczesności. Komponuję ją sobie z własnych składników, aplikuję niczym lek na receptę i korzystam jak z sanatorium. Tym razem dostałam skierowanie do Australii. Właśnie wybija Wigilia i ponad 2 tygodnie, od kiedy budzę się na Antypodach z uczuciem, że byłam tu od zawsze i że nie było mnie nigdy. Dzień dobry &...

czytaj więcej na blogu

Australia i o tym, że życie układa się samo.

Pakowałam plecak w przyspieszonym tempie z niepokojem wypatrując w kalendarzu daty wyjazdu do Australii, którego nikt nie nazwałby ucieczką od własnego życia i nie musiałabym słuchać niewygodnych pytań o dorosłość, tak jakby łapanie szczęścia było wyjątkowo niedojrzałe. W byciu typową dorosłą mam zaległości, ale nie widzę nic niestosownego w zażywaniu doczesności. Komponuję ją sobie z własnych składników, aplikuję niczym lek na receptę i korzystam jak z sanatorium. Tym razem dostałam skierowanie do Australii. Właśnie wybija Wigilia i ponad 2 tygodnie, od kiedy budzę się na Antypodach z uczuciem, że byłam tu od zawsze i że nie było mnie nigdy. Dzień dobry &...

czytaj więcej na blogu

Po co do tego Wałbrzycha?

Wałbrzych od zawsze przypominał mi Paszczaka z Muminków, takiego co to chciał, aby wszyscy go lubili, a jednocześnie, aby nikt go nie lubił. A nie, to o mnie. Królestwo Biedaszybów latami zabiegało o uznanie, ale bliżej mu było do tytułu cesarstwa degrengolady, niż węglowego imperium z przeszłości. W kategorii obraz nędzy i rozpaczy Wałbrzych regularnie zamiatał konkurencję o ile w ogóle jakąś posiadał. Jeszcze do niedawna miejsce zapomniane przez Boga, wyjęte spod prawa, synonim gangreny osiadającej w świadomości niczym pył węglowy, dołujący tak bardzo, że prozac mogliby tu wydawać mieszkańcom bez recepty. Dzisiaj miasto renesansu, które za sprawą książek J. Bator, złoteg...

czytaj więcej na blogu

Po co do tego Wałbrzycha?

Wałbrzych od zawsze przypominał mi Paszczaka z Muminków, takiego co to chciał, aby wszyscy go lubili, a jednocześnie, aby nikt go nie lubił. A nie, to o mnie. Królestwo Biedaszybów latami zabiegało o uznanie, ale bliżej mu było do tytułu cesarstwa degrengolady, niż węglowego imperium z przeszłości. W kategorii obraz nędzy i rozpaczy Wałbrzych regularnie zamiatał konkurencję o ile w ogóle jakąś posiadał. Jeszcze do niedawna miejsce zapomniane przez Boga, wyjęte spod prawa, synonim gangreny osiadającej w świadomości niczym pył węglowy, dołujący tak bardzo, że prozac mogliby tu wydawać mieszkańcom bez recepty. Dzisiaj miasto renesansu, które za sprawą książek J. Bator, złoteg...

czytaj więcej na blogu

Sighisoara - serce Transylwanii.

Była 6.00 rano, za wcześnie na wszystko z wyjątkiem spóźniającego się dnia. Stałam na jednym z transylwańskich dachów i oczekując na wschód słońca grałam ze światłem w chowanego. Z aparatem fotograficznym w jednej ręce oraz kanapką z ekscytacji i avocado w drugiej odrabiałam lekcję uważności.O tej godzinie nie odróżniałam jeszcze jawy od snu, za to doskonale oddzielałam dobrze wykorzystany czas od tego zmarnowanego. Tym razem z ulgą doliczyłam się zerowych strat. Mogłabym być wtedy gdzieś indziej, mogłabym być równie niewyspana gdziekolwiek, ale nareszcie byłam gdzieś w samą porę. O ile sama ze sobą doszłam do wniosku, że wolę być szczęś...

czytaj więcej na blogu

Sighisoara - serce Transylwanii.

Była 6.00 rano, za wcześnie na wszystko z wyjątkiem spóźniającego się dnia. Stałam na jednym z transylwańskich dachów i oczekując na wschód słońca grałam ze światłem w chowanego. Z aparatem fotograficznym w jednej ręce oraz kanapką z ekscytacji i avocado w drugiej odrabiałam lekcję uważności.O tej godzinie nie odróżniałam jeszcze jawy od snu, za to doskonale oddzielałam dobrze wykorzystany czas od tego zmarnowanego. Tym razem z ulgą doliczyłam się zerowych strat. Mogłabym być wtedy gdzieś indziej, mogłabym być równie niewyspana gdziekolwiek, ale nareszcie byłam gdzieś w samą porę. O ile sama ze sobą doszłam do wniosku, że wolę być szczęś...

czytaj więcej na blogu

Rumunia - piękna alternatywa dla Włoch.

Wrzesień zaskoczył mnie Rumunią, a Rumunia wrześniem przypominającym upalny sierpień. Gdybym miała wybrać sensację roku to Rumunia dzierżyłaby puchar. Byłam tu co prawda 10 lat temu, ale 10 lat to wystarczająco dawno, aby zapomnieć, jak bardzo to mój ulubiony kraj. Chyba nie znam bardziej pokrzywdzonego miejsca w polskiej mentalności. Jeśli odłączyć od skojarzeń Cyganów zostałaby wyrwa, zupełne nic. Tymczasem Rumunia to takie bardziej Włochy, bliżej jej do rozgrzanego słońcem południa, z językiem, w którym nawet przepis na zupę brzmi jak poezja, gdzie ludzie znacznie ponad przeciętną krzywią usta w uśmiechu i z krajobrazem, z którego nie sposób spuścić wzroku nie ocierając si&...

czytaj więcej na blogu

Rumunia - piękna alternatywa dla Włoch.

Wrzesień zaskoczył mnie Rumunią, a Rumunia wrześniem przypominającym upalny sierpień. Gdybym miała wybrać sensację roku to Rumunia dzierżyłaby puchar. Byłam tu co prawda 10 lat temu, ale 10 lat to wystarczająco dawno, aby zapomnieć, jak bardzo to mój ulubiony kraj. Chyba nie znam bardziej pokrzywdzonego miejsca w polskiej mentalności. Jeśli odłączyć od skojarzeń Cyganów zostałaby wyrwa, zupełne nic. Tymczasem Rumunia to takie bardziej Włochy, bliżej jej do rozgrzanego słońcem południa, z językiem, w którym nawet przepis na zupę brzmi jak poezja, gdzie ludzie znacznie ponad przeciętną unoszą usta w uśmiechu i z krajobrazem, z którego nie sposób spuścić wzroku nie ocierając si&#...

czytaj więcej na blogu

123starsze